wtorek, 30 sierpnia 2016

Zmiany

Wiem, wiem.. nie było mnie tu bardzo długo.. chyba nawet zbyt długo. Zatęskniłam za tym..
W moim życiu w ostatnim czasie tyle się dzieje, że laptop włączałam na prawdę od wielkiego dzwona..
Każdemu z nas zdarza się okres buntu, kryzysu itp., itd...zwał jak zwał.. Próbuję się usprawiedliwić..
Pisałam Wam kiedyś o zmianach.. dziś te zmiany przybierają na sile..
W ciągu tych dwóch lat Maja zmieniła się nie do poznania- ale cóż się dziwić, w końcu dziecko rozwija się, rośnie..
My z mężem podjęliśmy decyzję o kupnie działki budowlanej, oraz budowie domku.. takim o jakim zawsze marzyłam.. mały z ogródkiem..blisko miasta, choć jednak nieco na uboczu..
Udało się..
Aktualnie jesteśmy na etapie wykończeń, a ja zaczynam odliczać czas do kolejnej- ale już ostatniej przeprowadzki..
Będzie to dla nas cudowny czas..
Choć znów jestem pełna obaw o reakcję Mai..
Dotychczas budziła się w domu pełnym ludzi- była Babcia, Dziadzia, Piesek i my..
A teraz? Będzie nieco ciszej.. choć ja nie ukrywam, że nie mogę doczekać się już tej ciszy..
Zapewne to nie jedyne zmiany w naszym życiu, ale o tym następnym razem.
Tymczasem trzymajcie kciuki za rychłą przeprowadzkę- jeszcze przed Bożym Narodzeniem..

Ps. Wybaczcie, że tak krótko, ale potrzebuję czasu by znów wejść w tryb regularnych wpisów..wyszłam z wprawy..
Obiecuję wracać częściej..

czwartek, 24 marca 2016

Mama na L4

Super-bohaterka, nie do zastąpienia, jedyna w swoim rodzaju- MAMA!
Zdawać by się mogło, że mama to osoba o niewyczerpalnych zasobach energii.
Przychodzą jednak takie dni, że i mamie się nie chce, że i mama ma gorszy dzień, albo w końcu- mama rozchorowuje się na dobre.
Dopadło mnie. Grypa mnie dorwała. Łamiąc wszystkie moje kości, zatykając nos na wskroś i wymuszając taki kaszel, jakby dopaść mnie miała zgraja szczekających psów.
Całkowicie odebrała mi siły i chęci do życia, nawet tego rodzinnego.
Najbardziej ucierpiała Maja. Nie miałam do niej kompletnie cierpliwości. A przecież Ona jest na prawdę grzeczna.
Godzinami potrafi układać klocki lub puzzle. Wystarczy wydrukować jej kolorowankę i kolejna godzina mija niczym z bicza strzelił.
Dzięki cudownej śwince o imieniu Peppa zyskałam kolejną godzinę relaksu.
W skrajnej sytuacji Maja wskakiwała ze mną pod koc i chowałyśmy się przed Liskiem Rabusiem z bajki o małej Dorze.
Przetrwałam. Przetrwałam dzięki cierpliwości własnego dziecka.
Wciąż jednak dokucza mi osłabienie i jakaś taka ogólna niemoc.. Może to przesilenie wiosenne?
Wierzę jednak, że z każdym dniem, z każdym kolejnym wiosennym promykiem słońca wrócą mi siły i chęci do życia.
Jak Wy radzicie sobie z dziećmi w takie gorsze dni?
Mam nadzieję, że nie jestem jedyną matką, której się czasem po prostu nie chce..


niedziela, 10 stycznia 2016

Drugie urodziny

Wciąż wspominam dzień, w którym Maja przyszła na  świat. Ta chwila z pewnością wpłynęła na moje życie, odmieniła mój sposób postrzegania świata, uwrażliwiła mnie na wiele spraw. Wciąż wzruszam się na samą myśl o porodzie, pierwszych chwilach razem.. tych wspomnień nikt mi nie odbierze. Cudowne chwile zapisane w mej pamięci i na twardym dysku mojego komputera. Zdjęć z ostatnich 2 lat mam więcej niż z całego mojego dotychczasowego życia. Oczywiście główną bohaterką zdjęć jest Maja.. nasza ukochana solenizantka..
To dla niej ten wpis..
Dziś jest rozbrykaną dwulatką, która potrafi wyrazić swoje emocje nadzwyczaj dobrze i ekspresyjnie.
Zdecydowanie lubi postawić na swoim, nie znosi gdy czegoś jej się zabrania. Chętnie się przytula i daje nam buziaki. Te chwile lubię najbardziej. W szczególności te, tuż po przebudzeniu, gdy Maja wskakuje do nas do łóżka i okrywa się kołderką. Nie trwa to jednak zbyt długo, gdyż po chwili Maja woła głośno "mama, tata, chodź, kakało cem". Po czym wskakujemy w szlafroczki i rozkoszujemy się chwilą poranka przy kawie i ciepłym kakao.
W ciągu dnia Maja to prawdziwy mol książkowy. Książek ma sporą kolekcję, a gdy jakaś szczególnie przypadnie jej do gustu, konieczne okazuje się czytanie jej po kilkanaście razy. Nie ma się więc co dziwić, że zna na pamięć już całą "Kaczkę dziwaczkę" i "Na straganie"..
Coraz więcej mówi. Każdego dnia uczy się nowych słów. Coraz częściej układa proste zdania.
Całkiem dobrze jej to wychodzi.
Lubi rysować, kolorować i przyklejać naklejki.
Chętnie tańczy i śpiewa.
Potrafi zrobić na złość i czasem się obraża.
Mówi proszę, dziękuję, dzień dobry i do widzenia.
Bez pamięci ogląda bajki i reklamy.
Biega, skacze i...
Robi wszystko to, co może przyjść do głowy dwulatce..
A nas cieszy każdy jej nowy krok do przodu i radość w jej oczach każdego dnia..
Kochamy Cię MAJU!!!






niedziela, 27 grudnia 2015

Poświąteczne postanowienia

Świąteczny czas.. W ubiegłym roku obiecałam sobie, że zwolnimy, że wszystko będzie dopięte na ostatni guzik, lecz bez pośpiechu, dużo wcześniej, bez zbędnej nerwowej atmosfery..
Nie do końca się to udało, bo przygotowania do Świąt były nadzwyczaj intensywne, a same Święta równie wesołe i rodzinne, co zabiegane i nerwowe.. Więc jak sami widzicie z zeszłorocznej obietnicy zbyt wiele nie zostało.. trudno..
Cieszy mnie jednak fakt, że w tym roku Święta dla Mai były już zupełnie inne, bardziej świadome..
Wiele radości z dużej choinki, z kolorowych światełek i masa dobrej zabawy podczas odpakowywania prezentów..
Było rodzinnie, dużo gości, dzieci i zabawa. Śpiew kolęd i pyszne jedzenie..
Śliczna sukienka, uśmiech, kilka fajnych zdjęć..
Wspomnienia.. tak niewiele było mi trzeba do szczęścia w tym roku..

Choć z doświadczenia wiem, że ze spełnianiem obietnic długoterminowych bywa trudno to ponownie obiecuję sobie, że za rok będzie spokojniej, bardziej rodzinnie, po prostu wszystko będzie bardziej..





środa, 7 października 2015

Jak oduczyć dziecko smoczka

Będąc w ciąży wiele naczytałam się o tym jakie złe skutki przynieść mogą zbyt długo używane..bagatela.. w ogóle używane smoczki. Brałam te wszelkie komentarze nieco z przymrużeniem oka.
W szpitalu po porodzie usłyszałam od mojej położnej bardzo mądre słowa. Mówiła, że dzieciom odruch ssania służy nie tylko do jedzenia, czy uspokojenia się. Potrzebny jest im również podczas procesu trawienia. Ssanie pobudza ruchy robaczkowe jelit a tym samym dziecko łatwiej trawi to co przyjęło.
Nie czekałam długo.. Maja swój pierwszy smoczek dostała już w szpitalu..
Mimo uszu puszczałam komentarze, że nie będzie potrafiła odpowiednio przyssać się do piersi czy, że będzie miała nieprawidłowy zgryz.. Sama zdecydowałam, że smoczek z nami zostaje..
I został.. aż na 19 miesięcy..
Uwielbiałam patrzeć na Maję gdy zasypiała z jednym smoczkiem w buzi a drugi kurczowo zaciskając w malutkiej rączce.
Korzystała z nich głownie w nocy, choć nie zabraniałam jej ich w ciągu dnia..
Przyszedł jednak dzień, że Mai smoczki zaczęły służyć bardziej do gryzienia niż ssania. W rezultacie w ciągu miesiąca zmuszona byłam trzykrotnie je wymienić, gdyż stare były dziurawe niczym ser szwajcarski.
Myślałam, że to przejściowe, że to przez ząbkowanie itd. Myliłam się.. Maja zaczęła przegryzać je z premedytacją..
Wtedy nastąpił przełom.. u mnie..
Stwierdziłam, że nie będzie następnych, nowych..
Codziennie tłumaczyłam Mai, że jej smoczek jest dziurawy i ogólnie rzecz biorąc jest wstrętny..
Mai nie trzeba było powtarzać tego w nieskończoność..
Gdy tylko się budziła, oddawała mi go mówiąc stanowczo "pfe"..
Pomyślałam, że to idealny moment, by Maję od tych smoczków odzwyczaić..
Jeszcze tego samego dnia..
Maja spacerowała po pokoju ze smoczkiem w ręku, co chwilę wkładała go do buzi i za każdym razem powtarzała swoje znamienne "pfe"po czym z impetem go wypluwała..
Powiedziałam jej wtedy, że skoro smoczuś jest taki wstrętny i pfe to ma go wyrzucić do kosza na śmieci..
Jakież było moje zdziwienie, gdy Maja tuż po tym zdaniu odwróciła się na pięcie i poszła w kierunku kosza na śmieci i po prostu pozbyła się własnego smoczka..
Wytłumaczyłam jej, że odtąd będzie musiała zasypiać bez smoczusia bo nie mamy innego..
Maja słysząc te słowa beztrosko odpowiedziała "tak".. i wiecie co?
Tego dnia kładłam Maję spać z duszą na ramieniu.. a ona po prostu zasnęła.. bez smoczka..
Byłam wtedy z niej taka dumna.. Bo jak to możliwe, że udało nam się to w zaledwie jednej chwili?
Nie wierzyłam w to..
Kolejne dni, drzemki w ciągu dnia, noce... bez smoczka!! Cudownie..
Smoczka nie ma z nami już od ponad 2 tygodni.. Maja przesypia całe noce, zasypia bez najmniejszego problemu..
Nie sądziłam, że pójdzie nam tak łatwo.. ale jednak wszystko jest możliwe..
Wydaje mi się, że Maja sama dojrzała do tego, świadomie podjęła decyzję o wyrzuceniu smoczka do kosza z myślą, że więcej go nie zobaczy..
Uważam, że dzieci mają większą świadomość siebie niż nam się wydaję..
Dlatego tak często nas zaskakują tym co robią..
Z niecierpliwością czekam na kolejne poczynania Mai..
Kolejny krok.. nocnik..Trzymajcie kciuki..

A jak Wam udało się odzwyczaić dzieci od smoczka?
A może w ogóle ich nie używaliście?

sobota, 15 sierpnia 2015

Nad morze z dzieckiem.. czyli kolejne rodzinne wakacje

Za nami kolejne rodzinne wakacje.. W tym roku zupełnie inne.. bardziej aktywne, bardziej świadome.. dokładnie takie jak sobie wyobrażałam.. a nawet ciut lepsze..
Maja rok temu nad morzem była po raz pierwszy, wszystko ją ciekawiło, ale jeszcze z innej perspektywy.. Wakacje 2014
Wszystko, co zobaczyła, co dotknęła w tym roku wchłaniane było przez nią jak gąbka..
Delektowała się na zmianę to suchym a to mokrym piaskiem, wykrzykując głośno "baby", które wraz z tatusiem starała się ulepić..
Morska woda okazała się słona i na prawdę zimna, choć nawet niska temperatura nie była w stanie odwieść jej od planu ucieczki z plaży wprost do wody...
Rejs statkiem, wbrew moim obawom, okazał się strzałem w przysłowiową "10".. Maja rozkochała w sobie marynarza, a dla niej samej ogrom wody był czymś najwspanialszym..
Były lody, gofry i wszystko to, co nad morzem koniecznie trzeba spróbować..
Pobyt na placu zabaw wśród innych dzieci i tych młodszych i tych starszych wywoływał na buzi Mai ogromny uśmiech.. bez żadnych oporów sama podchodziła do dzieci, próbując porozumieć się z nimi na swój sposób.. najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że świetnie jej to wychodziło..
Swym optymizmem zarażała inne dzieci, bawiąc się w "a ku ku".. sama nauczyła się wchodzić i zjeżdżać ze ślizgawki.. dumna jestem z niej niesamowicie..Na prawdę nie spodziewałam się, że tak świetnie będzie sobie radziła wśród innych dzieci na placu zabaw..
Ale wiecie co? Wchodząc na plac zabaw dałam Mai swobodę, której potrzebowała.. nie trzymałam jej za rękę, nie krzyczałam gdy ubrudziła sobie ręce czy dopiero co założoną sukienkę..
Dzięki temu wiem, że Maja swobodnie się bawiła, pokonywała przeszkody bez żadnych obaw..
Choć trudno w to uwierzyć, ale widziałam rodziców, którzy wchodzili z dziećmi na plac zabaw, ostrzegając ich że mają się nie pobrudzić.. a gdy tylko stało się najgorsze, rodzice zabierali malucha z placu zabaw, psując im całą zabawę..
Czyż nie jest tak, że plac zabaw jest dla dzieci? Stworzony do zabawy i szaleństwa?
Jak szaleć i dobrze się bawić, by się nie ubrudzić? Według mnie to niemożliwe..
Sama byłam kiedyś dzieckiem i gdy wychodziłam na podwórko, to nigdy, ale to przenigdy nie wracałam z niego czysta.. Ale nigdy też nie zostałam za to ukarana.. mama pozwalała mi na dobrą zabawę..
Wielokrotnie zachowanie innych rodziców mnie dziwiło.. sama nie postępuję w ten sposób, choć też nie jestem rodzicem bez skazy..
Wychodzę z założenia, że każdy uczy się na własnych błędach..bynajmniej powinien.. najważniejsze jednak jest to, by tych błędów nie powielać..
Wakacje to bardzo dobry czas na sprawdzenie się w roli rodzica, rodzica który potrafi bawić się z dzieckiem.. bawić się mądrze..
Tegoroczne wakacje bardzo dużo mnie nauczyły.. Poniekąd były dla nas, rodziców, kolejnym wyzwaniem.. kolejnym zdobytym doświadczeniem..
Wspaniale było znów razem cieszyć się nadmorskim klimatem, który na zawsze już zostawi w nas wspomnienia.. i garstkę zdjęć z najpiękniejszych momentów..















wtorek, 21 lipca 2015

Mama na etacie

Nie było nas tu chyba zbyt długo..
Winę chciałabym zrzucić na permanentny brak czasu.. i to chyba jedyne wytłumaczenie..
Do niedawna byłam mamą bardzo zapracowaną..
Praca na 1,5 etatu wydawała mi się nie taka straszna.. czas jednak pokazał, że 21 dyżurów w miesiącu- każdy z nich po 12 godzin, zdecydowanie nie pasuje do modelu rodziny, który od zawsze miałam w głowie..
Chciałam zawsze być mamą pracującą, ale nie mamą tylko pracującą.. a tak niestety zaczęło to wyglądać..
Podjęłam decyzję o rezygnacji z dodatkowej pracy i uważam, że była to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć.. żałuję tylko, że zajęło mi to aż 3 miesiące..
Na szczęście teraz jestem w domu zdecydowanie częściej.. mam więcej czasu dla Mai, dla jej taty, dla domu..
W ogóle jestem jakaś szczęśliwsza..
Chyba w końcu spełniam się w roli mamy..
Ale jestem też mamą pracującą..
Macierzyństwo traktuję jak wyzwanie.. zresztą od niedawna jest nim na prawdę..
Maja chyba zaczyna wchodzić w wiek buntu i pokazuje raz po raz swoje różki..
Staram się jak mogę, by nie dochodziło do ataków histerii i płaczu bez powodu..Niełatwe to zadanie.. Wychodzi raz lepiej raz gorzej..ale grunt to się nie poddawać.. w końcu zależy mi, by Maja wyrosła na mądrą i rezolutną dziewczynkę..
Póki co skończyła 18 miesięcy..
Wciąż nie mogę uwierzyć w tempo ubiegającego czasu.. przecież zalewie rok temu wracaliśmy z naszych pierwszych wakacji.. dopiero co Maja nauczyła się samodzielnie siedzieć..a dziś.. biega niczym błyskawica, tańczy, śpiewa..
Piękny to czas.. chciałabym zapamiętać każdy moment..





Pewnie wiele chwil mi umknie z czasem.. liczę jednak na to, że wspomnienia wrócą gdy tylko spojrzę na zdjęcia z tego okresu..